gdzie posągi ożywają

a bogowie półnadzy tańczą

wychylając swe ciała

z kamiennych reliefów

 

wąż opowiada

swoją historię

o zaklętej studni

i rozłożystych konarach 

demonów drzew 

 

gdzie ciepły deszcz

obmywa podnóże świątyni 

ja stałem

i z kamienną twarzą

witałem słońce i dzień

księżyc i noc

 

płacząc na powitanie

i żegnając się

życie i śmierć oglądałem

pożerające się wzajemnie

warząc nieśmiertelność

w kotle przemian

 

zjadałem i byłem zjadany

ostatnie kości leżały

i już kwiliło pisklę

na szczycie drzewa

na skalnej chmurze

chronione od wiatru

sztormu i ognia

 

zmęczony tułaczką

chcę odpocząć tutaj

wśród drzew i posągów

moich współbraci

chcę odejść

i zmęczone serce

rzucić do grobu

płaczącej boginki

 

ale to nie koniec

deszcz pada

trawa wciąż rośnie

i słonie ryczą do słońca

radośnie oto

jeszcze nie koniec

.